Bogatemu diabeł dziecko kołysze

mdm

7 sierpnia NIK opublikował raport z kontroli programu „Mieszkanie dla młodych”. Dzień później rozpoczął i zakończył się nabór wniosków na dofinansowanie przez państwo zakupu własnego „M” z transzy 2017. 67 mln zł rozeszło się z prędkością ponad 10 mln złotych na godzinę.

Program „Mieszkanie dla młodych” jest jednym z elementów polityki prorodzinnej państwa. Został uzasadniony potrzebą wsparcia młodych ludzi, których materialna sytuacja uniemożliwia zakup czy wynajem mieszkania, a wiadomo, bez własnego dachu nad głową ani rodzin zakładać nie będą ani tym bardziej na dzieci się nie zdecydują. Wyartykułowane intencje były więc słuszne, tylko że potrzebujący nie dostali wsparcia, a tym, którzy pomocy nie wymagali, państwo zafundowało z pieniędzy publicznych całkiem pokaźny kawałek podłogi.

MdM 2014-2016

Choć program MdM rozpoczął się 1 stycznia 2014 roku, to jego warunki nieustannie się zmieniały. Zazwyczaj tłumaczono to wymaganiami zmieniającego się rynku nieruchomości oraz finansów, ale czy na pewno?

     Z raportu pokontrolnego NIK wynika, że w latach 2014-2016 państwo zamiast pomagać najsłabiej zarabiającym, wspomagało osoby zarabiające rocznie setki tysięcy złotych, a zebrane dane nie pozwoliły w pełni ocenić jego efektywności w kontekście osiągnięcia założonych celów demograficznych i prorozwojowych dla rynku budownictwa mieszkaniowego.

     Choć w programach rządowych, oferujących pomoc państwa, jednoznacznie powinny być określone mierzalne cele, to ustalenia kontroli wykazały, że przyjęte mierniki i uzyskiwane w toku realizacji programu dane, nie pozwalają na pełną ocenę jego efektywności.

     Początkowo zainteresowanie MdM nie było zbyt duże, ale zmiany wprowadzone od 1 września 2015 r. nie tylko znacznie zwiększyły liczbę chętnych na dopłaty, ale i spowodowały, że wśród beneficjentów znalazły się osoby, których miesięczne dochody netto przekraczały 20 tys. zł! Zatem priorytet dotyczący wsparcia osób o dochodach uniemożliwiających zakup własnego mieszkania nie został w pełni zrealizowany.

     Aż 72 proc. uczestników programu stanowiły osoby samotne lub bezdzietne rodziny. Nie ma jednak żadnych danych, które pozwoliłyby stwierdzić, czy i/lub na ile własne mieszkanie skłoniło ich do założenia albo powiększenia rodziny.

     Naturalne jest, że przy realizacji elementarnych potrzeb egzystencjalnych, pomocy ze środków publicznych udzielać się powinno tylko tym, którzy nie są w stanie samodzielnie ich zaspokoić. W odniesieniu do pomocy państwa w zaspokajaniu potrzeb mieszkaniowych oczywiste jest więc, że powinna być ona kierowana tylko do osób, których dochody uniemożliwiają zakup lub wynajem własnego mieszkania. Ale z analiz Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa wynika, że od początku realizacji programu aż do sierpnia 2015 r. około 25 proc., a w 2016 r. 20 proc. osób korzystających z dopłat stać było na zakup mieszkania bez dofinansowania.

Oczywista jest więc konkluzja NIK, że przy tworzeniu programów wspierających politykę mieszkaniową winny być wprowadzone odpowiednie progi dochodowe, co niestety zostało zaniedbane.

     NIK zauważa, że aktualny poziom przyznanego już dofinansowania i rosnące zainteresowanie programem wskazują, że nie ma ryzyka niewykorzystania jego środków. Choć w 2014 r. wykorzystano zaledwie 34,5 proc. rocznego limitu, to w 2015 już 72,8 proc., a w 2016 r. (do 30 września) - aż 96,1 proc. i wszystko wskazuje na to, że w 2017 roku może być tylko lepiej.

     Podobno na ocenę wpływu MdM na powstrzymanie negatywnych tendencji demograficznych trzeba będzie poczekać jeszcze parę lat. Tylko, czy taka ocena będzie w ogóle możliwa? Kiedy posłucha się opinii młodych ludzi, zarówno beneficjentów programu, jak i tych, którzy albo nie dostali dofinansowania albo nawet nie starali się o taką dopłatę, to odpowiedź brzmi: nie, stanowczo nie. Ale ideologię zawsze i do wszystkiego można dorobić.

Kontrola MdM przy ognisku

NIK zbadał, zmierzył i w pokontrolnym raporcie zawarł swoje krytyczne oceny programu MdM. Te jednak, przy opiniach jego teoretycznych adresatów, wyglądają wręcz jak komplementy.

Pogoda dla bogaczy

- Znamy, oczywiście, że znamy program MdM, a pani zna powiedzenie, że bogatemu diabeł dzieci kołysze? – z uśmiechem zapytał młody człowiek. - Żeby dostać kilkaset tysięcy złotych kredytu, na co najmniej 15 lat, trzeba mieć stałą pracę i dobrą pensję. A nasza rzeczywistość? Praca dla młodych za trzy - cztery tys. brutto jest, ale głównie na czarno albo na śmieciówkach. Etat? Tak, ostatnio nawet można przebierać i wybierać: taka lub siaka praca za najniższą krajową. Phi, program pomocowy dla młodych, niezamożnych ludzi, śmiechu warte - podsumował.

Czy czarne jest czarne, a białe jest białe?

- Wie pani, jak słyszę, że właśnie uruchamiany jest jakiś rządowy program wsparcia, to wiem, że znowu moimi podatkami kieszenie wypchają sobie tacy, którzy żadnej pomocy nie potrzebują. I tak sobie myślę, że albo do słowników powinno się wpisać nową definicję „pomocy” i „wsparcia” albo każdy taki projekt w pierwszej kolejności poddawać kontroli językoznawców. Wiem, marzenie ściętej głowy, bo wtedy takich akcji nie dałaby się ubrać w pompatyczną otoczkę z alarmem demograficznym w tle i trudno byłoby przepchnąć zgodę na dotowanie przez państwo kredytów dla zamożnych.

Ale nic nie jest czarno-białe

Moja przyjaciółka, ta ruda po drugiej stronie ogniska – powiedziała młoda kobieta siedząca obok - na pytanie, czy złożyła wniosek o dopłatę z MdM, stwierdziła, że w jej sytuacji materialnej to byłoby nieetyczne. Ja jestem innego zdania. Też płacę podatki i co z tego mam? Na studia magisterskie, a potem MBA sama musiałam zarobić, bo rodzice ledwo koniec z końcem wiązali. A jak trzy lata temu pijak wjechał na mnie na pasach, na donoszenie ciąży, implanty, usunięcie paskudnej blizny z twarzy i skuteczną rehabilitację wydałam majątek. Leczona w ramach NFZ byłabym dzisiaj bezdzietna, szczerbata, ze szramą przez pół twarzy, wiecznie na prochach przeciwbólowych. Dlaczego więc miałabym się spowiadać z wzięcia dopłaty do kredytu na dom? Nie wyciągnęłam ręki po cudze – podsumowała.

Główne kryterium to szczęście

- Mamy dwoje dzieci, a wiadomo, dzieci nie rzodkiewki, w pęczkach nie dają się hodować – zagaił tata dwójki rozbrykanych chłopaczków. – Nasza wynajmowana kawalerka była za ciasna, zanim urodził się młodszy syn, a potem trzeba było przyspieszyć realizację planów na coś większego i to własnego. Kiedy znaleźliśmy mieszkanie marzeń, dogadaliśmy się ze sprzedawcą, podpisaliśmy pierwszą umowę i złożyliśmy wniosek kredytowy do jednego z banków biorących udział w programie MdM. Na finansowych portalach badaliśmy naszą zdolność kredytową i wszystko było Ok. Niestety, i do dopłaty i do kredytu zabrakło nam szczęścia. Pieniądze na dopłaty skończyły się na wiele wniosków przed naszym, a bank kredytu nam nie przyznał.

Ale na urodzinach kolegi poznaliśmy doradcę kredytowego, który poprowadził naszą sprawę. Fart! – kontynuował młody tata. - Bez problemu inny bank dał nam kredyt i dziś jesteśmy na swoim, ale czujemy się oszukani. Państwo miało pomagać takim jak my, a rozdało miliony ludziom, których wspierać nie trzeba było, takim jak choćby Kaśka (kobieta, którą potrącił pijany kierowca). Ale do niej nie mam pretensji, wzięła dopłatę, bo mogła i miała więcej szczęścia niż my, że się załapała.

Pomoc państwa czy blamaż?

- A myśli pani, że zafundowanie paru metrów mieszkania czy domu osobom, które w kwartał zarabiają tyle, ile niektórzy z nas przez cały rok, może mieć jakikolwiek wpływ na ich decyzję o ślubie czy dzieciach? – zapytał chłopak z gitarą. – Niech się pani rozejrzy. Z całej naszej sporej gromadki każdy ma inną sytuację zawodową, finansową i mieszkaniową, ale większość zamierza mieć albo jedno dziecko albo wcale.

Zanim zdążyłam złapać oddech, on ciągnął dalej: A te ładne, górnolotne, choć puste słowa to, moim zdaniem, zwykła kiełbasa wyborcza. Pieniądze się rozeszły, za chwilę pęknie ostro nadmuchana bańka na rynku mieszkań, a kobiety z wyżu demograficznego lat 80. porodzą już swoje jednaki lub drugie dzieci. Za dwa znaczące lata do zwyżkujących słupków urodzeń dopisze się legendę, że to dzięki rządowym programom pomocowym, no bo później krzywa będzie pikowała w dół. A wieczór jest taki piękny! Pograjmy, pośpiewajmy, pobawmy się, nie marnujmy czasu i energii, bo nasze opinie nikogo przecież nie obchodzą – zaproponował i zaczął śpiewać poetycką balladę o rodzinnym domu.

     Ta rozmowa była takim nieformalnym suplementem do raportu NIK. Najostrzejsze oceny i komentarze pominęłam, ale raczej nie trudno się ich domyślić.

Co dalej z programem MdM?

Jak podaje portal money.pl, przeznaczone w 2017 r. na dopłaty w ramach MdM 67 mln zł wyczerpało się w zaledwie sześć godzin. Jak zwykle, o uzyskaniu dopłat decydowała kolejność zgłoszeń.

     Ponad 2,5 tys. wniosków trafiło na podstawową listę beneficjentów, trudno jednak powiedzieć, ilu wnioskodawców trafiło na „ławkę rezerwowych”. Nie da się też stwierdzić, czy wszyscy „rezerwowi” są świadomi, że kwotę, która miała pochodzić z dopłaty, będą musieli uzupełnić z własnej kieszeni, bo inaczej przepaść im może opłata za umowę notarialną i zadatek za mieszkanie lub dom, a to mogą być niemałe pieniądze.

     A jak będzie za rok, poza tym, że do wykorzystania zostanie ostatnia transza programu "Mieszkanie dla młodych"? Czas pokaże.

KSZTAŁCENIE USTAWICZNE

 

bannerek_na_prawa_biblioteka

WYDANIA PAPIEROWE

15_okladki_portal