Obywatelskie decyzje o publicznych wydatkach

hand-944307fot. pixabay

Podobno Polakom najlepiej ze wszystkiego wychodzi narzekanie.

Nie tylko od obcokrajowców usłyszeć można, że Polacy to ludzie wiecznie niezadowoleni, narzekający na wszystko i wszystkich. Oczywiście jest to zbyt daleko idące uogólnienie, ale całkiem tej ocenie zaprzeczyć też nie sposób.
      Obywatele narzekają, że władza nie przedstawia w sposób jasny i rzetelny, na co wydaje ich pieniądze, że nie dostają w zamian za zapłacone daniny porządnej infrastruktury, w miarę sprawnie funkcjonujących urzędów, dobrych szkół i służby zdrowia na przyzwoitym poziomie. Ale kiedy mogą wziąć udział w zagospodarowaniu części wspólnego dobra, okazuje się, że większości po prostu się nie chce.
      Każdy podatnik może zadysponować jednym procentem swojego podatku dochodowego, ale żeby tak się stało, musi wypełnić i złożyć roczne zeznanie podatkowe, w którym wskaże beneficjenta swojej decyzji. Ci, którzy nie mają żadnych doliczeń czy odliczeń, najczęściej rezygnują z wypełnienia deklaracji, a tym samym z prawa przekazania pieniędzy jakiejś organizacji pożytku publicznego.
      Kiedy można zagłosować na projekty zgłoszone w ramach budżetów partycypacyjnych, okazuje się, że to zbyt wiele zachodu, by pójść do urzędu albo założyć konto na jego internetowej stronie, przejrzeć projekty, wybrać i zagłosować na te, które zaspokoją najważniejsze potrzeby lokalnej społeczności. O wiele łatwiej jest skrytykować władze samorządowe, że nie wyremontowały brukowanej uliczki bez chodników koło mego domu, tylko założyły klomby dwie przecznice dalej, szkoda tylko, że przemilcza się fakt, iż to wybór nie urzędników, ale tych, którym chciało się głosować.
      Władza z kolei lubi narzekać na brak zaangażowania obywateli w działania dla wspólnego dobra, ale politykę informacyjną prowadzi wyjątkowo nieudolnie. Ulotki informacyjne wrzucone do skrzynek pocztowych, to zaledwie 5-10 proc. powiadomionych, ale nie koniecznie zainteresowanych. Reszta nawet bez oglądania wrzuci do kosza plik kolorowych karteczek czy kopert zaadresowanych do „mieszkańca”. Jak więc obywatel ma podjąć jakiekolwiek działania, o których nic nie wie?
Każdy urząd ma określoną politykę informacyjną, ale zbyt częste skargi na brak informacji, nawet takich, do podawania których jednostki rządowe i samorządowe są zobligowane prawem, brak  informacji o działaniach mogących przynieść obopólne korzyści władzy i obywatelom, budzi obawy, że nad tą polityką informacyjną nikt nie ma kontroli.

Jaka akcja informacyjna, taki odzew
Od 2004 roku polscy podatnicy mają możliwość przekazywania jednego procenta swojego podatku dochodowego organizacjom pożytku publicznego. Dla wielu z nich jest to jedno z głównych źródeł finansowania, dlatego akcja informacyjna „1%” musi być dobrze zorganizowana i dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców. Stałe powiększanie się grona osób zasilających budżety tych organizacji świadczy o  wysokich umiejętnościach kadr odpowiedzialnych za planowanie i prowadzenie akcji informacyjnych.
      W planowaniu lokalnych wydatków Polacy mogą uczestniczyć od 2011 roku. Choć to znakomite narzędzie służące zaangażowaniu ludzi do współtworzenia budżetu związanego z obszarem, który dotyczy ich bezpośrednio, wiedza o nim jest niewspółmiernie mała. Informacja nie dociera do potencjalnych zainteresowanych, stąd udział obywateli w projektach partycypacyjnych taki mizerny.

Budżet obywatelski (partycypacyjny)
Budżet partycypacyjny to pomysł Brazylijczyków. Choć w 1989 roku nie wiązano z nim wielkich nadziei, okazał się dobrym i sprawnym narzędziem w rozpoznawaniu potrzeb i zaangażowaniu lokalnych społeczności w zarządzanie wspólnym mieniem. Dość szybko rozszerzył się na miasta w Europie, Azji, Afryce i Ameryce Północnej. W kanadyjskich miastach stał się bardzo popularnym sposobem oddawania władzy ludziom.
Mechanizmy stosowania budżetu partycypacyjnego różnią się od siebie, dostosowując się do lokalnego kontekstu, różny jest także procent miejskiego budżetu oddawanego do dyspozycji jego mieszkańców.

Polskie budżety partycypacyjne
W Polsce prekursorem obywatelskiego budżetu (partycypacyjnego) był Sopot, gdzie po raz pierwszy w 2011 r. miasto zaproponowało swoim mieszkańcom współudział w planowaniu budżetu. Obecnie wprowadzany jest w wielu miastach, zarówno na szczeblu centralnym, jak i na poziomie dzielnic czy gmin. Coraz więcej władz samorządowych decyduje się na budżety partycypacyjne, bo oprócz bezpośredniego skutku takich działań, jakim jest adekwatne do rzeczywistych potrzeb rozdzielenie ograniczonych środków finansowych, zyskuje inne, długofalowe korzyści. Najważniejszą z nich jest budowanie zaufania do władz lokalnych, poczucia przejrzystości podejmowanych decyzji, a co a tym idzie, akceptacja dla działań związanych z wydatkami publicznych pieniędzy.
      Wśród wielu miast, które zdecydowały się w tym roku na budżety partycypacyjne, konkursy jeszcze trwają. W lipcu Warszawa już ogłosiła wyniki głosowania.
Stolica ma niewielkie doświadczenie w stosowaniu tego mechanizmu, bowiem pierwsza jego edycja odbyła się ledwie rok temu. Do podziału było ponad 26 milionów złotych. Każda dzielnica przeznaczyła na ten cel od 0,5 do 1,1 proc. swojego budżetu. Za to wykorzystanie - 98,65 proc. było imponujące. Ze zgłoszonych ponad 2.200, do etapu głosowania zostało zakwalifikowanych 1.390 projektów dotyczących 18 dzielnic Warszawy. Do realizacji, niestety, tylko ok. 167 tys. warszawiaków wybrało 336 projektów.
      W ramach II edycji budżetu partycypacyjnego w Warszawie do podziału było już ponad 51 milionów złotych. Z 2.333 zgłoszonych, do głosowania zakwalifikowano 1.464 projekty dotyczące 18 dzielnic. Do realizacji warszawiacy wybrali 644 projekty.
Jest progres, ale do sukcesu daleko. Warszawę zamieszkuje przecież na stałe 1.700.000 osób, a przez pięć roboczych dni ta liczba prawie się podwaja, nie ma się więc co łudzić, że wszystkie pilne, realne potrzeby mieszkańców zostały sprecyzowane i będą zrealizowane.
Najwięcej projektów wpłynęło z lewego brzegu Wisły, mimo braku zainteresowania mieszkańców Włoch. Warszawiacy z prawego brzegu także nie popisali się zaangażowaniem, dlatego wyniki głosowania, które miały być podane 15 lipca, znane były już dużo wcześniej.

Obywatelskie decyzje i działania prorozwojowe, a polityka informacyjna urzędów
Budżet partycypacyjny jest znakomitym narzędziem do autentycznego włączania mieszkańców we współdecydowanie o tym, jak ma rozwijać się ich społeczność. Urzędnicy nie zawsze są w stanie właściwie określić priorytety, a dzięki temu mechanizmowi dostają informacje, stanowiące realną pomoc w ustaleniu hierarchii ważności i pilności potrzeb.
      Ponadto, kiedy to sami mieszkańcy decydują o przeznaczeniu części środków z lokalnego budżetu, planują, projektują i wybierają, co ma być w ich okolicy zrobione, nie tworzą spiskowych teorii, nie tropią oficjeli, przez których ich uliczka nie będzie wyremontowana, bo się jakiemuś przedstawicielowi władzy upiększać własną okolicę zachciało.
      Ale, żeby budżet obywatelski spełniał pokładane w nim oczekiwania, mieszkańcy muszą być skutecznie informowani o jego istnieniu i zasadach udziału w jego planowaniu i wykonaniu. Trzeba więc koniecznie poprawić jakość funkcjonowania systemów informacyjnych jednostek władzy samorządowej. Same polityki, procedury i instrukcje nie wystarczą.

KSZTAŁCENIE USTAWICZNE

 

bannerek_na_prawa_biblioteka

WYDANIA PAPIEROWE

15_okladki_portal